SZUKAJ:
    
Wtorek, 09 lutego 2010 03:51:39   

Zdrowie pań

Wtorek, 22 kwietnia 2008 14:30:00
dr Iza Desperak


To hasło tegorocznej manify. Zdaje się, że miało połączyć dwa na pozór nie z tej samej bajki postulaty: prawo do aborcji i prawo do zapłodnienia in vitro. Ale jednocześnie z tym hasłem kojarzy mi się poradnia K - miejsce szczególnie związane ze zdrowiem kobiet właśnie. Drobiazgowe obserwacje owego miejsca wzbudzają wątpliwość - zdrowie pań, zdrowie mam czy zdrowie płodu? I czy powszechne obowiązkowe ubezpieczenie zdrowotne zdrowie pań obejmuje?

Poradnia dla kobiet to gabinet ginekologiczny plus położna. Przyjmuje się tam kobiety, niekiedy w poczekalni zauważyć można towarzyszących im mężczyzn. Poradnie dla kobiet zajmują się kobietami w ogóle, i szczególnie kobietami w ciąży. To tam trafić powinna kobieta w ciąży, o ile oczywiście pragnie ciążę kontynuować. Jeśli nie, trafia gdzie indziej - albo i nie. Jeśli trafia pod opiekę takiej poradni, zakłada się jej kartę ciąży i udziela - przynajmniej w mojej poradni - przywileju nieoczekiwania w kolejce. Co dzieje się dalej? Rodzi się dziecko, potem do domu położnicy przybywa położna, która wyjaśni jak wykapać noworodka, ale przywilej ten jest krótkotrwały, a do poradni K nikt jej już nie przyjmie poza kolejnością.

Zajmę się wiec tym, co się tam dzieje, gdy nie jesteśmy w ciąży. Bo zazwyczaj nie jesteśmy, i nie wszystkie, a statystyczna kobieta rodzi niespełna półtora raza w życiu. Do ginekologa chodzimy. Po co? Po pierwsze, bo nam coś dolega. Po drugie, bo pragniemy się zabezpieczyć przed niepożądaną ciążą i gdy pragniemy w ciąże zajść oraz ją donosić i urodzić zdrowe dziecko. Po trzecie, dla profilaktyki, by uniknąć zagrożeń, jakie niesie nam nasze ciało.

Zagrożeń tych jest wiele. Wśród kobiet żniwo zbiera rak sutka i rak szyjki macicy. Eksperci, ubolewający nad tym, że w Polsce o wiele częściej niż w innych europejskich krajach umierają z powodu tych chorób, które odpowiednio wcześnie wykryte są uleczalne, lekarze najczęściej, wyjaśniają, że kobiety nie chcą się badać (w domyśle głupie kobiety umierają na własne życzenie). Z całą stanowczością twierdzę, że to nieprawda! Kobiety, które boją się wizyty u ginekologa lub badań profilaktycznych to niewielka grupa. Lęk przed badaniem ginekologicznym jest zresztą racjonalnie uzasadnioną obawą, wiemy z doświadczenia, że badania te bywają nieprzyjemne i bolesne, sytuacja badania na fotelu ginekologicznym jest często upokarzająca, a położne i ginekolodzy traktują pacjentki jakby prawa pacjenta kobiet nie obejmowały. Większość kobiet mimo tych utrudnień leczyć się i zapobiegać chorobom pragnie, jednak napotyka bariery zupełnie innego rodzaju niż własne lęki. Wczesnemu wykrywaniu raka szyjki macicy powinna służyć cytologia wykonywana podczas rutynowych regularnych wizyt w wybranych gabinecie w ramach ubezpieczenia. Jeśli nie robi się tych badań, to nie wina kobiet. Świadoma pacjentka może zbada sobie sama piersi, wycinka do badania sobie sama nie pobierze! Ciekawa jestem, czy autorzy programów profilaktycznych próbowali oszacować ile kobiet uprawnionych do opieki lekarskiej nie może jej uzyskać?

Czy o profilaktykę chodzi, czy o zdrowie reprodukcyjne, czy o leczenie konkretnych już dolegliwości napotykamy - my, kobiety ubezpieczone - na barierę tę samą: rejestrację. Tam dowiadujemy się, ze, aby o profilaktykę zadbać, lub zdrowie nadszarpnięte podleczyć - trzeba było przyjść 3 miesiące temu, albo dziś o godzinie 5.30, albo mieć zameldowanie w innej dzielnicy, albo, wie pani, w tym roku to już nie da rady... Istnieje alternatywa rejestracyjna formułowana następująco: "pani się prosi". Choć nie jestem maciorą, wielokrotnie "się prosiłam" - czyli udawałam do poczekalni, ustawiałam w kolejce, i czekałam na zakończenie przyjęć oficjalnej kolejki i decyzję lekarza lub lekarki czy mnie przymnie. Trwało to wiele godzin, podczas jednej z akcji prosienia się dokonałam korekty 180 stron maszynopisu, który inaczej zmuszona byłabym zabrać na wakacje. Niestety, mimo sukcesów z maszynopisem na wakacje zabrałam też przykrą infekcję.

Zazwyczaj, gdy się na to skarżę, od koleżanek słyszę, że to moja wina, bo chodzę do beznadziejnej poradni. Proszę je wtedy o wskazanie owych lepszych poradni i lekarek, do których chodzą i zapisuję adresy. Gdy szukam swego kobiecego zdrowia korzystam z notatek. Jak dotąd jeszcze nigdzie tam nie udało mi się dostać do lekarza. Dodać trzeba, o ile do was jeszcze to nie dotarło, że mowa jest o tak zwanych publicznych placówkach służby zdrowia. Prywatne też bywają zamknięte na przykład w niedzielę, i lekarze miewają przerwy urlopowe, jednak ich owe trudności wyżej opisane nie dotyczą!

Zapewniam, że nie tylko mnie się to zdarza. Spośród badanych przez mnie około setki studentek łódzkich połowa deklarowała, że chodzi do ginekologa prywatnie. Nie było to badanie reprezentatywne nawet dla Łodzi, starałam się tak jednak dobrać próbę by móc wnioskować o szerszej niż badana populacji. Wybrałam do badania studentki studiów dziennych i zaocznych, płatnych i bezpłatnych, zamieszkałe w Łodzi i na wsi, samodzielne finansowo i na utrzymaniu rodziców, pobierające stypendium i nie, niedawne maturzystki i kobiety dojrzałe, także matki. Spośród tych tak zróżnicowanych respondentek aż połowa leczy się ginekologa prywatnie. Ankieta nie precyzuje niestety, czy chodzi o profilaktykę, antykoncepcję, wspomaganie poczęcia czy terapię. Skłonna jestem wyjaśnić tak wysoki udział prywatnej opieki ginekologicznej nie tyle wysokim statusem materialnym moich respondentek, ale swoistym przymusem - sądzę, że owa połowa kobiet nie ma innej alternatywy.

Jedynie kilka - kilkanaście procent respondentów reprezentatywnych badań ogólnopolskich deklaruje, że chodzi prywatnie d lekarza, zresztą według autorów jednego z tych badań, Diagnozy społecznej to dobrze - znaczy to, że nas stać. Niestety metodologia mojego badania nie pozwala na porównanie z tamtymi, czy tylko wybrana przez mnie grupa kobiet studiujących częściej niż przeciętnie korzysta z prywatnej pomocy medycznej czy też to akurat kobiety i opieka ginekologiczna wymagają takiej opieki.

Pomijam tu kobiety nieobjęte ubezpieczeniem zdrowotnym jak Swietłana, o której ostatnio pisały gazety. Dlaczego objęte ubezpieczeniem kobiety - jak moje respondentki - dodatkowo płacą za opiekę lekarza ginekologa? Trudno jest odpowiedzieć na to pytanie. Coraz częściej wybierają płatną opiekę, gdy są w ciąży - zdrowie przyszłego dziecka warte jest tego. Gdy nie chcą urodzić - no cóż, praktyka zmusza je do korzystania z usług płatnego podziemia. Ubezpieczenie zdrowotne nie gwarantuje nam też porady w zakresie antykoncepcji. To nie tylko wpływ zakazu aborcji i korzystania przez lekarzy z klauzuli sumienia - w czasach 'przedustawowych' lekarze też odmawiali antykoncepcji. Dwudziestoparoletnia studentka, współżyjąca regularnie, mogła w latach 80 - tych otrzymać zastrzyk hormonalny mający wywołać miesiączkę, ale nie receptę na pigułkę - bo lekarz decydował, że jest za młoda i powinna się uczyć, a nie puszczać. Dziś mamy więcej powodów by antykoncepcji szukać prywatnie - co znacznie ją podraża. W publicznej placówce nie szukamy antykoncepcji "po" bo i lekarze nie chcą jej przypisywać, i czas oczekiwania na wizytę przekracza wymagane 72 godziny. Gdy chodzi o profilaktykę i leczenie, powodów wybrania prywatnego gabinetu może być wiele. Podzielę się tu moimi i moich bliskich prywatnymi doświadczeniami, by przybliżyć proces podejmowania decyzji:

Pamiętam wielu lekarzy, mój pierwszy ginekolog był OK, moja obecna ginekolożka (jedynie 80 złotych za wizytę) też jest fajna. Oczekiwanie na USG w państwowym szpitalu w ramach skierowania było koszmarem - stanie wiele godzin z pełnym pęcherzem, którego nie wolno opróżnić przed badaniem po to tylko by zostać odesłaną przez burkliwego pana na inny termin było dość przykrym doświadczeniem, ten sam lekarz w ramach prywatnej wizyty był bardzo troskliwy i robił USG na tym samym szpitalnym sprzęcie bez kolejki! Jednak boleśnie pamiętam innych lekarzy, do których trafiałam po przedarciu się przez zasieki rejestracji. Jeden, zamiast zajmować się "tą" częścią mego ciała, zwrócił uwagę na podrapane przez kota ręce i zrobił mi wykład pod tytułem "schorzenia psychiczne właścicielek kotów". Inny pominął moje opisy dolegliwości w dolnych partiach ciała, i zamiast nich zajął się moimi zębami, jego żona chętnie by się nimi zajęła za drobną opłatą. Niestety, to co mnie bolało, jego uwagi umknęło. Jeszcze inny wkładając we mnie wziernik, czyli metalowe wtedy urządzenie pozwalające zajrzeć do wnętrze kobiecego ciała, opowiadał ze swadą dowcip na ten temat - jak to przychodzi baba do lekarza, panie doktorze wyjmij pan to lekarstwo, bo mężowi przeszkadza, chodziło o wziernik właśnie. Podwójną puentę stanowiło opuszczenie przez lekarza stanowiska pracy w celu spożycia pączka i kawy - pielęgniarka miała imieniny - a ja na fotelu ginekologicznym ze wziernikiem w środku mogłam sobie bez przeszkód rozpamiętywać ową anegdotę. Do listy moich najmniej ulubionych lekarzy dodam jeszcze moją panią doktor, która zapisując mi gałki czy globulki dopochwowe mówiła o czopkach, oraz przekonywała, że silny hormon roślinny nie jest hormonem. Pani doktor była miła, a raz nawet została po godzinach pracy by wypisać mi receptę. Chodziłam do niej regularnie, zdarzało się jej przyjąć mnie poza kolejką, zwłaszcza, gdy byłam w trakcie leczenia. Niestety, moja córka po pierwszej wizycie u tejże lekarki stwierdziła stanowczo, że noga jej więcej nie przekroczy progu gabinetu, i zażądała kategorycznie wizyty u lekarza, który nie będzie jej traktował jak bydło. Podejrzewam, że córka jako studentka została potraktowana standardowo, a ja, długoletnia pacjentka i pracownik nauki mogłam liczyć na nieco lepszy status w akademickiej poradni. W ramach prezentu na Dzień Kobiet szarpnęłam się na prywatą wizytę, a nawet dwie- do mojej pani doktor było się coraz trudniej dostać, zapisy wymagały uruchomienia piętrowych znajomości, a mimo intensywnego leczenia bolało mnie coraz bardziej. Nie twierdzę, że to uratowało mi życie, ale wywarło dość poważny wpływ na moje zdrowie. Kilka tygodni później leżałam w szpitalu i czekałam na usunięcie trzonu macicy - moja miła pani doktor dysponująca laboratorium i USG, regularnie nachodzona przeze mnie, zignorowała rosnące w moim wnętrzu coś, co można było wymacać palcem. Po operacji nie ryzykowałam już wizyty w publicznej poradni. I córce co jakiś czas funduję przywilej bycia człowiekiem, a nie bydlęciem. Oczywiście, to kosztuje. Raz w roku robimy cytologię, podwójna wizyta i badanie to 240 złotych, czyli 10 procent mojej pensji adiunkta. To potężny wyłom w naszym domowym budżecie, wydatek taki skutecznie oddala perspektywę kupna aparatu fotograficznego, wizyty u laryngologa czy zrealizowania recepty na okulary.

W zeszłym roku objął mnie ogólnopolski program profilaktyki raka szyjki macicy - niestety, trochę za późno, rok po operacji i kilka tygodni po wykonaniu profilaktycznych badań w prywatnym gabinecie. Na mammografię zaproszenia się nie doczekałam, ale od koleżanki - nie od NFZ - dowiedziałam się, gdzie w moim mieście realizowany jest program bezpłatnych badań. Więc gdybym to ja była respondentką badania na temat dostępności do kobiecego zdrowia to tak, należę do tych kobiet, które leczą się prywatnie, i nie trzeba mi już wysyłać specjalnych zaproszeń na badania. Robienie ich w tej samej poradni, w której rejestracja odsyła z kwitkiem kilkadziesiąt kobiet dziennie robi na mnie wrażenie potwornej aberracji, i obawiam się, że zaproszenie do takiej poradni nie musi być zbyt wiarygodne dla jej pacjentek. Zanim kolejni eksperci załamią ręce nad kobiecą niewiedzą i niefrasobliwością proponuję zbadać trochę bardziej systematycznie jak wygląda dostęp kobiet do zdrowia.

5 / 5 (14 - ilość głosów)


Kopiowanie w całości lub we fragmentach dozwolone wyłącznie wraz z podaniem źródła.

Komentarze
Małgorzata
Temat: Wizyta u ginekologa

Jak sie nie ma szczęścia i dobrych informacji to ciężko przejść przez życie nie korzystając z prywatnych gabinetów ginekologicznych. Właśnie dlatego miałam przerwę 8 letnią w wizytach. Na szczęście z polecenia trafiłam do niepublicznej, nowootwartej placówki gdzie mogę chodzić do ginekologa w ramach NFZ. Bez problemu zrobiła mi Bardzo miła pani doktor cytologię i usg narządu rodnego. Niestety efekt jest taki że mam mięśniaka i polipa. Ze względu na obfite miesiączki i powstałą niedokrwistość, no i wiek (mam 45 lat) czeka mnie operacja usunięcia trzony macicy.
A w publicznej placówce jak chciałam się zapisać do ginekologa to pani powiedziała że nie mają na ten rok jeszcze podpisanego kontraktu z NFZ i może mnie zapisać dopiero za miesiąc (byłam świadkiem jak zapisana na dany dzień kobieta, z kolejną wizytą została odesłana z kwitkiem).

30-01-2009
madmua
Temat: przeszlam to ostatnio

kiedy chcialam sie zarejestrowac na badanie i po nowe recepty na tabletki. przychodze wiec ponad miesiac wczesniej i dowiaduje sie, ze zapisy na czerwiec sa od ktoregos kwietnia od 7 rano. ach, no i do rejestracji na nfz bylo jedno okienko, za to zapisy na platne wizyty przyjmowaly az cztery panie.
23-05-2008
W formularzu komentowania wszystkie pola są wymagane.
Bez tego komentarz nie zostanie zapisany!
Jeśli nie chcesz podać swego adresu email - wpisz w to pole "brak"
Twoje imię:
Twój email:
Temat:
Komentarz:


 Wcześniejsze artykuły
Lokalna pamiątka Lokalna pamiątka

My, kobiety lubimy pamiątki. W głowie mamy mnóstwo wspomnień związanych z małymi lub...

Konkurs: Chéri Konkurs: Chéri

Wydawnictwo W.A.B. wraz z Magazynem Kobiet Kreatywnych KREATURA.net zapraszają do konkursu...

Trudny poranek Trudny poranek

Nie miałam planu. Nie miałam założeń ideologicznych ani formalnych. Zachciało mi się pisać...

Konkurs: Król i król Konkurs: Król i król

Wydawnictwo AdPublik wraz z Magazynem Kobiet Kreatywnych KREATURA.net zapraszają do konkursu...

Krytyka feministyczna-nowe odczytanie literatury? Krytyka feministyczna-nowe...

Co to jest literatura kobieca? Czym się charakteryzuje i jak funkcjonuje we...

Nie tylko o zaletach leków antykoncepcyjnych Nie tylko o zaletach leków...

Problematyka dostępności oraz bezpieczeństwa leków antykoncepcyjnych - tabletek oraz...

Niezłomne - ciche strażniczki Niezłomne - ciche strażniczki

O kobietach, które swoje życie wzięły w swoje ręce pisano już wiele. Znamy też nazwiska...

Wolność na usługach Wolność na usługach

Kilka lat temu przy okazji jednego z festiwali teatralnych odbyło się spotkanie z pewnym...

W krainie patriarchatu. O Kongresie Kobiet Podbeskidzia w Bielsku-Białej W krainie patriarchatu. O...

16 stycznia 2010 r. w Bielsku-Białej odbył się I Regionalny Kongres Kobiet Podbeskidzia. W...


 Z Kreaturnika

 
Magazyn Kobiet Kreatywnych KREATURA.NET wydawany jest przez Fundację Lorga.
© Copyright 2008 Fundacja Lorga. Wszelkie prawa zastrzeżone. | Reklama w magazynie | Kontakt z redakcją | Preview Chanel

 
statystyka
Powered by: PHPCow.com